Malta się zmienia
Był 2 lipca 1994 roku, z samego rana wyjazd do Warszawy i o 9:10 wylecieliśmy do Pragi. Tam kilka godzin na lotnisku i w kolejny samolot zmierzający już do celu naszej podróży, czyli na Maltę.
Jedne z pierwszych rzeczy, które zapamiętałem to niesamowity upał na płycie lotniska i “zapach” świeżo nawożonych pól który czuć było przez otwarte okna kilkunastoletniego już Escorta (zamknięcie okien w takim upale i bez klimatyzacji w samochodzie nie wchodziło w grę) którym jechaliśmy do domu. :)
Pamiętam stare autobusy pomalowane na zielono (rok później przemalowano je na ciemnożółty, a w 2011 wycofano całkowicie). Pamiętam Vallettę z bramą miejską, dworcem autobusowym na rondzie wokół fontanny trytona i parkingiem w ruinach Opery Królewskiej.
Pamiętam jak część Marsaskali dopiero powstawała, jak budowali kino (pamiętam też jak kilkanaście lat później je zamykano) i Hotel Corinthia Jerma Palace na końcu promenady pełen gości. Tigné Point w Sliemie bez hoteli czy St Julian’s przed tym jak rozkopano część wybrzeża by zrobić tam marinę i wybudować Portomaso. Comino, które nie było tak zatłoczone, bez furgonetek z jedzeniem, leżaków i pozostawionych w krzakach resztek po drinku w ananasie.
Malta zmieniła się, zmieniły się nie tylko autobusy czy krajobraz ale zmieniło się też społeczeństwo.
Jednym z czynników wpływającym bardzo mocno na te zmiany wydaje się być turystyka. Turystyka, która z jednej strony przynosi wiele dobrego. Pieniądze, pozostawiane na wyspach przez turystów to nie tylko środki pozwalające na utrzymanie się mieszkańców wysp, ale także m.in. fundusze na remonty i przywrócenie dawnego piękna wielu zabytków. Przykładem może być choćby Konkatedra św. Jana i prace restauracyjne w pierwszych dwóch dekadach XXI w. przywracające blask jej wnętrzu i fasadzie, albo odrestaurowany Pałac Wielkiego Mistrza czy Wieża św Tomasza gdzie dziś mieści się Muzeum piractwa i korsarstwa.
Jednak rozwój turystyki niesie też pewne zagrożenia. Odwiedzający wyspy bowiem muszą gdzieś spać, gdzieś jeść i czymś się poruszać, a Malta jest dość małym krajem. Budowa nowych budynków, zarówno hoteli, jak i budynków mieszkalnych dla dla stałych mieszkańców wysp, często odbywa się więc kosztem zagospodarowania dzikich terenów, których na Malcie pozostaje coraz mniej. W miejscowościach takich jak Sliema, St Julian’s czy St Paul’s Bay z Bugibbą i Qawrą wyburzane są stare budynki i zastępowane wielopiętrowymi hotelami zmieniając charakter dzielnic z mieszkalnych na “centra hotelowe”.
O ile pierwszej dekadzie XXI w. ilość turystów odwiedzających wyspy w miarę stabilnie wahała się w granicach od około 1 do 1,3 mln osób rocznie. To od 2010 mamy praktycznie ciągły wzrost (nie licząc lat pandemii) i w ciągu 15 lat z 1,3 mln doszliśmy do 4 mln. By móc przyjąć coraz większe ilości turystów potrzebni są pracownicy hoteli, restauracji, kierowcy, przewodnicy itd. Niestety sami Maltańczycy nie są wstanie obsłużyć takiej ilości turystów, więc potrzebni są pracownicy z zewnątrz.
W ciągu ostatnich kilkunastu lat ilość mieszkańców z niewiele ponad 420 tys. wzrosła do ponad 570 tys osób. Przy czym liczba Maltańczyków utrzymuje się na bardzo podobnym poziomie. Obecnie mamy więc około 400 tys maltańczyków i 170 tys obcokrajowców (czyli około 30% społeczeństwa to obcokrajowcy).
Dziwi mnie też działanie rządu, który zdaje się bardziej dbać o turystów, niż o swoich obywateli. Przykładem są choćby przepisy związane z robotami budowlanymi - na Malcie np. ograniczane są ciężkie prace budowlane w sezonie sezon letnim, gdy pojawia się więcej turystów. Podobnie remonty dróg wykonywane są w momencie gdy jest mniej turystów. Zupełnie odwrotnie niż np. w Warszawie, w której mieszkam. Tu właśnie latem prowadzona jest modernizacja wielu modernizacje dróg czy torowisk tramwajowych by najmniej obciążyć mieszkańców - gdy jest ich mniej w mieście a uczniowie i studenci nie dojeżdżają do szkół.
Zaczyna mnie więc zastanawiać gdzie jest granica, o ile jeszcze może się zwiększyć ilość turystów i ilu będzie potrzeba pracowników z zewnątrz. I jaki to wszystko będzie miało to wpływ na tutejszą kulturę, język i zwyczaje. Czy zmienią się sami Maltańczycy, kiedyś tak otwarty i gościnny naród. I jak bardzo zmienią się wyspy i tutejsza przyroda.
Niektórzy mieszkańcy zdają się już być trochę zmęczeni szczególnie okolice bardziej turystycznych miejscowości jak Sliema i St Julian’s (choć tu i tak już mniej niż połowa mieszkańców to Maltańczycy). Ba, w październiku 2024 na Gozo pojawiły się nawet napisy na murach “Tourist go home”. Choć to akurat bardziej wydaje się być wybryk młodzieży niż odczucia większości mieszkańców pod wpływem masowej turystyki tak jak np. w Hiszpanii.
Mam nadzieję, że branża turystyczna osiągnie w końcu pewien stan graniczny i sytuacja się ustabilizuje a zmiany zatrzymają. Bo prawdę mówiąc coraz częściej zaczyna mi brakować Malty jaką poznałem 32 lata temu.